2016 – nowe płyty, których (prawdopodobnie) nie znacie

ccc

Sporo w tym roku płyt bardzo dobrych, urzekających dźwiękiem, takich którymi zachwycają się słuchacze na całym Świecie. Wiele również takich, które zostały nie zostały dostrzeżone jeszcze tak wyraźnie jak na to zasługują. Tą drugą z grup chciałbym się dziś zająć.

 

Sylvaine „Wistful”

sylvaine

Jednoosobowy projekt wychowanej w Oslo Sylvaine – autorki muzyki i tekstów. „Wistful” to piękna płyta przyprawiona bardzo smacznie domieszką Skandynawii. Zgrabnie mieszająca gatunki od post-rocka, przez sheogaze, ambient aż po klimaty black’ujące. Zróżnicowana wokalnie od czystych, lirycznych partii po twardy, mocny growl. Jest w muzyce Sylvaine coś magicznego, zahaczającego o skandynawską mitologię i pradawne opowieści. Jeśli szukacie klimatycznego albumu na chłodne jeszcze, wiosenne wieczory „Wistful” nadaje się do tego idealnie.

Eagulls „Ullages”

eagulls

Powstała w Leeds w 2010 formacja wydała właśnie swój drugi album. W post-punkowych dźwiękach zespołu bardzo wyraźnie pobrzmiewają echa twórczości Joy Division. „Ullages” to równa, bardzo melodyjna płyta, którą umiejętnie spaja prosty, wyraźny wokal George’a Mitchella. Jeśli jest gdzieś głęboko w Was tęsknota za Ianem Curtisem, to słuchając Eagulls traficie idealnie. Świetny to, muzyczny lek.

We Are Scientists „Helter Selzter”

we are

We Are Scientists – zespół istniejący od 1999 roku, mający na koncie 4 albumy studyjne i dopiero ostatni (piąty) zrobił na mnie wielkie wrażenie. Niby indie rock jest już gatunkiem „oklepanym”, bliskim wyczerpania, grają go wszyscy. Bardzo trudno w natłoku dźwięków indie się wyróżnić. Płycie „Helter Seltzer” się to udaje. Jak? Najprostszą, ale bardzo skuteczną metodą – melodią. Będę mocno zdziwiony jeśli We Are Scientists tym albumem nie zyskają jeszcze większej popularności.

Little Green Cars „Ephemera”

little

Little Green Cars to formacja powstała w Irlandii. Ich debiutancki album („Absolute Zero”) został dostrzeżony w Stanach Zjednoczonych. Indie rockowe brzmienia mieszają bardzo umiejętnie z wpływami folkowej muzyki europejskiej. Urzekają pięknymi, świetnie napisanymi wokalami i zapadającymi w pamięć melodiami. Do płyty „Ephemera” wracam chętnie. Posłuchajcie, szczególnie utworu „Easier Day”.

Marionette „Propaganda”

marionette

Cios, którego się nie spodziewałem. Potężna moc, brzmienie, wokal. Szwedzi nagrali album totalny, który na stałe wszedł już do kanonu moich ulubionych płyt. „Propaganda” to brutalna, muzyczna podróż w nieznane. Pełna przepastnych pejzaży, wywołująca ból żołądka i chęć wołania o więcej. Pewny kandydat do TOP5 płyt roku.

Póki co tyle. Kolejne płyty wkrótce.

Zdjęcie główne: Ted

Dodaj komentarz