Co z tym Zalewskim? Co w tym Zalewskim?

zalewski

Odkąd pamiętam patrzyłem na peany pochwalne na cześć artystów przez pryzmat pisanych na zlecenie artykułów sponsorowanych najeżonych komplementami niczym tani, męski podryw w dusznym barze na obrzeżach miasta. Tyleż to toporne co mdłe i w dłuższej perspektywie prowadzi do silnego odruchu inicjowanego z przepony. Refluks z refleksem i błyskiem bywa mylony niestety nader często.

Przyznać muszę szczerze, że się starzeję albo nie zauważyłem momentu kiedy wypadły mi kły i zacząłem muzykę i artystów przeżuwać trzonowcami zamiast kąsać jak wcześniej. W najlepszym wypadku schowałem w kieszeni wrodzone krytykanctwo, w najgorszym – stępiłem pióro bezpowrotnie. Fakty są jednak takie, że Pana Artystę Zalewskiego przyjmuję w całości i bez mrugnięcia okiem, dotychczas znajdując u polskich artystów dziesiątki wad i niedoskonałości.

Jeśli kogoś pozbawionego krzty romantyzmu i do bólu zdroworozsądkowego wzrusza piosenka to dość wyraźny sygnał potężnego ładunku emocjonalnego jaki z sobą niesie. Muzycznie, a przede wszystkim tekstowo „Miłość Miłość” jest kompozycją z zupełnie innej, dużo wyższej ligi. Trochę jak „House of Cards” czy „Jigsaw Falling Into Place” Radiohead, utworów w moim prywatnym rankingu absolutnie niesamowitych. Zachowując wszelkie proporcje, w sposobie damsko-męskiej narracji prawie tak piekielnie doskonałych jak dialogi Ericha Marii Remarque’a w „Łuku Triumfalnym”.

Pisania dobrych tekstów można się z pewnością nauczyć, nadanie im bardzo życiowego słodko-gorzkiego charakteru jest natomiast sztuką, talentem, który jest albo nigdy się nie pojawi. W tym miejscu powinienem chyba zacytować kilka fragmentów z płyty „Złoto” robiących szczególne wrażenie. Podać na tacy i poddać dyskusji. Niestety kiepski ze mnie emocjonalny ekshibicjonista. Zresztą odkąd pamiętam wychodzę z założenia, że ze sztuką powinniśmy obcować bardzo indywidualnie, intymnie wręcz. Wyciągać z niej elementy, które śmieszą do łez i wzruszają aż do doświadczenia fizycznego bólu, ścisku w żołądku i wyświetlających się flashbacków z przeszłości. Za oknem wiosna, sięgnijcie więc po „Złoto” a z pewnością znajdziecie tam coś bardzo swojego.

Dodaj komentarz