Dzień kobiet, słyszę od rana

elsiane

Naczytałem się ostatnio Trumana Capote dochodząc do smutnej konkluzji, że żyjemy w świecie oferującym nam zamiast zapachu lawendy spray „o zapachu zbliżonym”.

Zamiast muzyki twory skłaniające nas do rytmicznego tupania nóżką, zamiast poezji – zdania nastawione na szukanie poklasku i lajków, obowiązkowo poniżej 140 znaków. Plastikowe łyżki, jednorazowe talerzyki, wirtualne wycieczki w miejsca, na które nas nie stać. Zdjęcia kwiatów, które wystarczy tylko wysłać i szablony życzeń żeby nie było za trudno i względnie dobrze stylistycznie. Talony do ormiańskiej restauracji w centrum, bony zniżkowe na trzeci posiłek w tygodniu w fast foodzie i bezglutenowe ciasto przepisu Anny Lewandowskiej. Wobec czego życzenia choć odrobinę kreatywne urastają do rangi niewyobrażalnego bohaterstwa. Mit o herosie AD 2017 to opowieść o człowieku, który własnoręcznie podpisał kartkę z wydrukowaną dedykacją.

Czyniąc długą historię krótką, życzę paniom choć jednych niesztampowych życzeń, momentu bezpretensjonalnego zachwytu i pośpiewania wieczorem z Elsiane.

„you got to know
i’m always in the way
upside down to you
open to all
these tangled knots of living
finally caught me too

don’t leave me alone
standing here for ever
hoping you how ever
i’m a little girl
boiled into a mature
little piece of work

so if you see me
so if you see me
just smile

so if you see me
so if you see me
just try
on and on”

 

 

Dodaj komentarz