Płyty, które powinny być bestsellerami #19 (Unwound „The Future of What” 1995)

unwound

Zaistnieć w latach 90-tych, wśród niezliczonej ilości znakomitych bandów, dane było tylko wybranym. Część z dzisiejszych gwiazd rocka, jeszcze 25 lat temu nie miałaby czego szukać w wytwórniach płytowych. I nie jest to tylko rzewne gadanie starucha ogarniętego nostalgią młodości.

Jeśli rzetelnie spojrzeć wstecz, to właśnie w latach 90-tych mieliśmy największy wysyp zespołów, które dziś, z perspektywy czasu mogą pretendować do miana tworów wybitnych. Wymienianie w tym miejscu nazw mija się z celem, bo litania tych bardziej znanych i wpływowych zajęłaby kilka, jeśli nie kilkanaście kolejnych wersów. Dziś chciałbym Wam pokazać band, który niestety, w rzeczonym natłoku, został odrobinę przegapiony.

Nie mam złudzeń, Unwound nie jest muzycznym tworem, który przypadnie do gustu wszystkim. To specyficzna gitarowa muzyka, w której wyraźnie pobrzmiewają echa twórczości  Joy Division z jednej strony, z drugiej natomiast, słychać bardzo wyraźnie wpływ dopiero kształtującej się sceny post-rockowej, czy alternatywy ciągle niedostatecznie docenianej formacji Sonic Youth. O Hüsker Dü nawet nie wspominając, bo to z kolei band, który prawie zupełnie popadł w zapomnienie.

Płyta „The Future of What” to dla mnie pierwsze w dorobku zespołu wydawnictwo w pełni dojrzałe, stworzone przez ukształtowanych muzyków, gotowych do stworzenia spójnego materiału. Bez wątpienia na pierwszym planie jest bardzo charakterystyczny wokal Justina Trospera. Intensywny, mocny, wyrazisty. Album otwiera znakomita kompozycja „New Energy”. Dziś z powodzeniem mogąca znaleźć się na płycie na przykład Protomartyr. Muzycznie zdecydowanie wyprzedzająca swój czas, hipnotyczna, idealnie definiująca zawartość płyty. „Demolished”? Wielki potencjał hitowy. „Natural Disasters” – świetny otwierający riff i przejmujący wokal. „Descension” wprowadza nas z kolei w świat post-rocka, płynie, rozmywa się. I kiedy zmierzamy do końca płyty w poczuciu, że usłyszeliśmy już wszystko, całe spektrum dźwięków, tuż przy końcu pojawia się mroczniejsze, brudne wcielenie Iana Curtisa – „Disappoint”. Utwór, który wypada znać, który w mojej prywatnej liście najważniejszych „kawałków” w historii znalazłby się z pewnością. Wcale nie dlatego, że dziś próbuję zachęcić Was do „The Future of What”. Posłuchajcie.

Unwound to formacja, której absolutnie nie należy traktować jako „one hit wonder” pielęgnując w sobie kult genialnego „Disappoint” zapomniawszy o całej reszcie doskonałej płyty. Szkoda tak marginalizować doskonały materiał, który wydany w innym czasie z pewnością przyniósłby Unwound sukces. Wypada zacytować Trospera:

„cause a different time wouldn’t be so cruel”

Dodaj komentarz