Płyty, które powinny być bestsellerami #20 (Steve Von Till „If I Sould Fall to the Field” 2002)

svt

Z solowymi projektami pobocznymi muzyków odnoszących sukcesy w znanych zespołach bywa różnie. Często „skok w bok” stanowi mniej lub bardziej udany „skok na kasę”. Na szczęście istnieją artyści, których twórczość jednoznacznie wskazuje na tezę, że solowy flirt bywa powodowany chęcią muzycznego wyrazu. 

Steve Von Till to ikona post-metalu kojarzona z formacją Neurosis. W moim, bardzo prywatnym rankingu, jednym z najważniejszych i najbardziej wpływowych zespołów ostatnich 20 lat. Zresztą to zdanie to i tak truizm, a roli Neurosis na muzycznym rynku „metali ciężkich” nie sposób przecenić.

„If I Should Fall to the Field” to drugi, solowy album Von Tilla. Muzycznie pewnie należałoby go umieścić gdzieś w ramach tradycyjnej, amerykańskiej muzyki folk. To teoria, w praktyce, słuchając tej płyty mam wrażenie, że to wyjątkowo szczera, osobista, wewnętrzna podróż muzyka. Totalne oderwanie od hałasu i potężnego brzmienia Neurosis. Tradycyjne brzmienie gitary połączone z wyjątkowym, głębokim wokalem Steve’a dają niepowtarzalna mieszankę lirycznej głębi. Najpewniej w swej prostocie i zupełnym oderwaniu od mody i trendów, totalnie nieakceptowalnej dla standardowego słuchacza. Możliwe, że nazbyt melancholijnej, nostalgicznej, a być może momentami depresyjnej by stanowiła kanwę audycji w rozgłośniach radiowych. Nawet tych nocnych. Być może znajdą się tacy, którzy stwierdzą, że minimalizm Von Tilla jest zbyt prosty, wręcz ubogi.

Dla mnie płytę utwór „Breathe” to potężna dawka muzycznej wrażliwości. Cudownie zabarwiona wokalem, za który oddałbym nerkę i połowę lewej stopy. Nawet paląc 40 papierosów dziennie nie da się uzyskać takiego głosu. Jeśli zatem lubicie czasem „oberwać” dawką emocjonalnej liryki śmiało sięgnijcie po „If I Should Fall to the Field”.

Dodaj komentarz