Płyty, które powinny być bestsellerami #21 (Lost In Kiev „Motions” 2012)

lost

Pochodzą z Paryża i zamiast płyt w klasycznym rozumieniu tego terminu, nagrywają muzyczne opowieści. Malują dźwiękiem pejzaże, na tyle wyraziste, że pozwalają przenosić się do odległych miejsc. To sztuka.

Trafiłem na album „Motions” bez rekomendacji, przypadkiem „surfując” pomiędzy utworami w poszukiwaniu czegoś co zaciekawi. Bez szczególnego entuzjazmu, bo perełki trafiają się w natłoku muzyki przeróżnej niezwykle rzadko. Robb Flynn opowiadał w jednym z wywiadów, że kiedy trafił na „Master of Puppets” przez pierwsze dwa dni słuchał tylko pierwszego na płycie „Battery”, które w jego odbiorze było tak dalece doskonałe, że nie spodziewał się podobnej jakości na pozostałej części płyty. Przez lata myślałem, że tą zabawną anegdotką oddaje cześć zespołowi, którym się inspirował, a jest ona bardzo zgrabnym zabiegiem dodającym kolorytu opowieściom z dzieciństwa. Ot takie drobne ubarwienie. Moja przygoda z Lost In Kiev zaczęła się od „A Mere Shift Of Origin„, który to utwór zapętliłem na kilka dni, zapominając zupełnie iż stanowi on jedynie element płyty. Fascynująca, monumentalna, post-rockowa opowieść, która kończy się zdecydowanie za wcześnie. Piękno zaklęte w dźwięku.

Po kilku dniach postanowiłem przyjrzeć się płycie w całości, odsłuchać jej tak jak należy obcować z muzyką. Trafiła w sedno. Rzadko zdarza się by identyfikacja słuchacza z dźwiękiem była tak silna, by prawie fizycznie odczuwać muzykę. Piękny, spójny album z absolutnie genialnym punktem kulminacyjnym jakim jest utwór „Hopes, Fights & Disillusions„. Gdybym miał sporządzić listę kilkudziesięciu najpiękniejszych melodii jakie słyszałem w życiu, ta znalazła by się na niej na pewno.

Wyniosłem z tej muzycznej przygody ważną naukę na przyszłość. Nie pozwalam sobie na słuchanie pojedynczych utworów, obawiając się, że przez to mogę stracić coś zupełnie wyjątkowego. Muzycy tworzą płyty składające się z pojedynczych utworów, artyści – opowieści stanowiące opowieść. Nie czyta się jednego rozdziału z książki, bo wtedy opowieść jest niekompletna. Nie słuchajcie wybiórczo tego albumu, bo stracicie perspektywę podróży w nieznane.

PS Okładka tego albumu jest dziełem sztuki.

Dodaj komentarz