Podsumowanie roku 2016 – muzyka ciężka

1483968382265308

Kolejny rok i podsumowanie. Znów muszę przyznać, zaskoczony, że dla muzyki ciężkiej był to czas niezwykle udany. Wiele płyt ugruntowujących pozycję bandów uznanych, sporo zaskakujących, pozwalających młodym, ambitnym zespołom na zrobienie kolejnego kroku. Tworzenie takich zestawień to niezwykła przyjemność, pozwala wracać do płyt odłożonych na dłuższą chwilę. Do tych przy pierwszym kontakcie trudnych do strawienia. Jeśli dzięki temu znajdziecie choć kilka wartych słuchania – świetnie! Bo o odkrywanie muzyki tutaj chodzi.

 

1 - htRqcQXJedna gwiazdka

Seven Sisters of Sleep „Ezekiel’s Hags”

seven

Sludge metal przejada się odrobinę na muzycznych salonach. Jeszcze kilka lat temu, jak grzyby po deszczu powstawały zespoły chcące realizować się właśnie w tym gatunku. W natłoku bardzo podobnych bandów pojawili się Seven Sisters of Sleep. Mocni, mroczni, wydani w Relapse Records. Świetne, wpadające w ucho riffy. Jeśli tylko pojawią się w Polsce na pewno wybiorę się na koncert.

Aliases „Dearangeable”

aliases

Byłoby sporym niedomówieniem napisać o Aliases, że grają metal progresywny, podobnie jak ograniczyć ich twórczość do mathcore’u. To band mający rzadką umiejętność łączenia gatunków muzycznych i tworzenia z nich zupełnie wyjątkowej mieszanki. Bardzo charakterystycznej nadającej zespołowi unikatowości. W dzisiejszej muzyce to rzadkość.

Touche Amore „Stage Four”

touche

Można napisać, że chłopcy z Kalifornii nagrali post-hardcore’ową płytę nadając jej surf-rockowego szlifu. Można nowy album Touche Amore w ten sposób ograniczyć i uznać „ot, kolejna kalifornijska, gitarowa napierdalanka z darciem mordy”. Dla mnie to jednak album, który mnie do tego bandu przekonał. Dojrzałością i prawdą, którą czuć w każdym kawałku.

 Kvelertak „Nattesferd”

kvelertak

„Chciałbym kiedyś grać trasy takie jak oni” – powiedział mój znajomy muzyk przy okazji wspólnego słuchania Kvelertak. Czy można wyobrazić sobie większy komplement dla artysty? Każde kolejne wydawnictwo Norwegów to dzisiaj pewność, gwarancja poziomu, poniżej którego nie schodzą.

Sylvaine „Wistful”

sylvaine

Obok Myrkur to dziś chyba najmocniejsza kobieca postać na scenie ciężkich brzmień. Norweska multiinstrumentalistka, inspirująca się Alcest czy Burzum stworzyła płytę zupełnie wyjątkową balansującą gdzieś na granicy metalu i sheogaze’u. Piękną, mroczną opowieść w sam raz na nocny spacer w lesie.

Night Verses „Into The Vanishing Light”

night

Aric Improta jest dla prawie każdego, początkującego, młodego perkusisty inspiracją. Facet, który z instrumentem potrafi zrobić praktycznie wszystko wreszcie wydał coś czego jest współautorem. Instrumentalista to wybitny i z pewnością nawet niewprawione ucho wychwyci „cuda”, która na tym albumie są jego udziałem. Mocny punkt w czołowych płytach poprzedniego roku.

Comrades „Lone/Grey”

comrades

Małżeństwo państwa McElroy i niejaki Ben Trussell (perkusista) w prawie rodzinnym gronie stworzyli bardzo mocny, emocjonalny post-hardcore’owy album. Jeśli do tej pory nie znaliście twórczości państwa McElroy zdecydowanie powinniście się im przyjrzeć. Wielki potencjał, bardzo ciekawy album, świetna rodzinna historia.

Inter Arma „Paradise Gallows”

inter arma

Sporo w „Paradise Gallows” brzmień stonerowych, nie brakuje również bardzo mrocznych osadzeń w doom metalu. Inter Arma z całą pewnością wpadła tym albumem w ucho wielu słuchaczom i muzykom. Jestem dziwnie spokojny, że zobaczymy ich w Europie u boku gwiazdy wielkiego formatu.

If These Trees Could Talk „The Bones of a Dying World”

if

Instrumentaliści z Ohio zabierają nas w progresywną muzyczną podróż. Dużo cięższą i mroczniejszą od tego co proponowali do tej pory. Jeśli potrzebujecie muzyki, która pozwoli na chwilę odpłynąć, zabierze Was gdzieś daleko to „Bones of a Dying World” taką właśnie podróż zapewnia.

Marionette „Propaganda”

marionette

Siódmy studyjny album deathmetalowców ze Szwecji i dopiero pierwszy, który mnie ciekawi. Intryguje, dziwi a momentami zachwyca. „Propaganda” to bardzo spójna płyta, a klip do „Grey Masses Gather” po prostu warto obejrzeć, nawet jeśli nie gustujecie w takiej muzyce. Podobno na żywo panowie wypadają jeszcze lepiej. Cóż, pozostaje sprawdzić.

 

Dodaj komentarz