Podsumowanie roku 2016 – muzyka lżejsza

bowiestar

Zdarzyło się tak, że leżę chory w domu i pomiędzy kolejnymi czytanymi książkami postanowiłem napisać podsumowanie muzyczne poprzedniego roku. Zaczniemy od muzyki lżejszej, bo zdecydowanie lepiej działa na bolącą głowę niż na przykład twórczość Cult of Luna. Przechodząc do rzeczy, znajdziecie tutaj sporo płyt znanych i nie bez powodu chwalonych, z drugiej strony jest też kilka niszowych, zaskakujących. Zapraszam.

 

1 - htRqcQXJedna gwiazdka

Treetop Flyers „Palomino”

treetop-flyers

Londyńczycy wygrali w 2011 roku konkurs dla młodych talentów organizowany przy festiwalu Glastonbury. Wydawać by się mogło, że to wystarczająca rekomendacja, żeby zrobić sporą karierę przynajmniej na Wyspach. Mimo całkiem niezłego debiutu z 2013 roku (album „The Mountain Moves”) póki co, nie zyskują wielkiej popularności. Być może „Palomino” będzie przełomową płytą dla pięknie wplatających folk w muzykę panów z Treetop Flyers.

Ty Segall „Emotional Mugger”

ty-segall

Prawie 30-letni multiinstrumentalista z Kalifornii stworzył płytę opartą na garażowych brzmieniach, ciągle jeszcze mieszczącą się chyba w ramach szeroko pojętego indie rocka. Przyprawił ją psychodelicznymi dźwiękami, których nie powstydziłyby się najlepsze bandy z lat 70-tych. To płyta dla tęskniących za brudem sprzed 30-40 lat.

Sivert Hoyem „Lioness”

sivert

Jeśli napiszę, że czuję przesłuchując ten album niedosyt to będzie to odrobinę krzywdzące dla Siverta. „Lioness” to płyta bardzo przyjemna, szczególnie na długie zimowe wieczory, kiedy głos wokalisty brzmi jeszcze cieplej, doskonalej. Miałem nadzieję, że po wydanym w 2014 roku „Endless Love” oberwę muzycznie i nie będę potrafił się podnieść. Potrafię. Może następnym razem?

Mogwai „Atomic”

mogwai

Podobno post-rock przejadł się już wszystkim, nawet tym, którzy go grają. Jest muzyką dla ludzi w porozciąganych swetrach i łzą nostalgii w oku. Mam wrażenie, że Szkoci z Mogwai tych opinii nie biorą sobie do serca. I słusznie. Umiejętnie bawią się elektroniką tworząc coraz bardziej rozbudowane, muzyczne opowieści, dla których post-rock stanowi jedynie punkt wyjścia.

Tim Hecker „Love Streams”

tim-hecker

Tim konsekwentnie trzyma w dupie wszystkich podpowiadaczy twierdzących, że odkleił się od rzeczywistości, że powinien zbliżyć się do mainstreamu. Eksperymentuje i udowadnia bardzo skutecznie, że w muzyce na pierwszym miejscu powinna być sztuka, wizja, kreacja. „Love Streams” to przygoda, podróż dla wybrednych.

John Paul White „Beulah”

john-paul-white

Facet z gitarą wycięty z przewodnika dla muzyków chcących zostać gwiazdami country, wyglądający jak brat Jacka White’a. Po znakomitej płycie nagranej z Joy Williams jako The Civil Wars powrócił do tworzenia muzyki solo. Jest w nim prawda, której brakuje bardzo wielu artystom, szczególnie dziś. Jest również nostalgia w głosie, która niesamowicie wzrusza.

The Hotelier „Goodness”

the-hotelier

Kolejny amerykański band, któremu udało się przebić do świadomości słuchaczy. Trio stworzyło piękny, indie rockowy album znajdujący się w wielu podsumowaniach roku 2016. Nic dziwnego, bo jeśli szukacie płyty wartej słuchania, wpadającej w ucho, powodującej, że palce mimowolnie stukają w stolik „Goodness” idealnie się w te oczekiwania wpisuje.

Preoccupations „Preoccupations”

preoccupations

Tworzenie post-punku na bazie tęsknoty za Joy Division, będąc nieustannie porównywanym do Swans jako stałego wyznacznika nie jest łatwe. Tym bardziej warto docenić album Kanadyjczyków, którzy nie bojąc się eksperymentować z dźwiękiem, syntezatorami i wokalami stworzyli album, którego mogliby w swojej młodości słuchać nasi rodzice.

Thrice „To Be Everywhere Is To Be Nowhere”

thrice

Podobno nie da się tworzyć melodyjnej muzyki rockowej, bo to jednoznaczny powód do porównań z Nickelback. Trzeba naprawdę sporej dozy niechęci, żeby Thrice umieścić w takim towarzystwie. Panowie udowodnili, że melodyjna muzyka gitarowa nie jest skazana na płyciznę. Można to robić dobrze i smacznie.

RY X „Dawn”

ry-x

Ry Cuming wschodząca gwiazda muzyki popularnej. Muzyk, kompozytor a dodatkowo facet obdarzony bardzo charakterystycznym głosem. Ma wszystko, żeby na najbliższych kilka lat zostać ikoną hipsterów i twarzą hipsterskich festiwali. Chyba, że zachce mu się wielkiej kariery i duetów z Rihanną na przykład. Szkoda by było.

 

Dodaj komentarz