Podsumowanie roku 2016 – muzyka lżejsza

2 - 0tgf7qm

Dwie gwiazdki

Frank Iero and the Patience „Parachutes”

frank-iero

Frank Anthony Iero czyli były gitarzysta My Chemical Romance stworzył album. Gdybym przed przesłuchaniem dostał taką rekomendację zapewne album „Parachutes” bym sobie odpuścił. Powiedzieć, że nie pałam sympatią do My Chemical Romance to bardzo delikatne określenie. Tymczasem muszę przyznać, że to bardzo przyjemna, punk-rockowa płyta z jednym znakomitym numerem – „World Destroyer”.

Exploded View „Exploded View”

exploaded-view

Band, o którym póki co wiadomo niewiele. Poza krótką notką, że powstał w Berlinie i Meksyku a wokalistką jest Anika, której dotychczasowa twórczość nie robiła na mnie pozytywnego wrażenia. Tymczasem w Exploded View jest świeżość, ale również spora dawka etniczności. Bardzo dobra, zaskakująca płyta. Zdecydowanie warta odkrycia.

Woods „City Sun Eater In The River Of Light”

woods

To już dziewiąty album w dorobku zespołu z Brooklynu. Brzmią totalnie nie amerykańsko. Mieszając folk i psychodeliczne dźwięki stworzyli płytę niezwykle przyjemną w odbiorze. Mam wrażenie, że to przełomowe wydawnictwo mogące dać impuls i wypromować zespół poza grono zagorzałych miłośników.

Suns Of Thyme „Cascades”

suns-of-thyme

Istnieje zapewne moda odkurzanie brzmienia z lat 80-tych. Jest w słuchaczach tęsknota za prostotą muzyki, za brakiem udziwnień, za klasyczną receptą: melodia + wokal. Jest również poczucie, że najlepsi w tworzeniu zapadających w ucho melodii są Brytyjczycy. Zdziwicie się słuchając Suns Of Thyme. Nie są z Manchesteru ani innego Liverpoolu.

The Cult of Dom Keller „Goodbye To The Light”

the-cult-of-dom-keller

Wyruszając w podróż w poszukiwaniu dźwięków dziwnych, wydanych w 2016 roku sięgnijcie po ten album. Muzyka eksperymentalna pełną gębą. Nic więcej nie napiszę.

Heron Oblivion „Heron Oblivion”

heron-oblivion

Album wydany w SubPop to rekomendacja sama w sobie. Z pewnością coś na co warto zwrócić uwagę. W przypadku Heron Oblivion moje przypuszczenia okazały się całkowicie trafne. Przyjemnie, gitarowo a nade wszystko brudno.

Yak „Alas Salvation”

yak

Brytyjczycy tworzący gitarową muzykę doprawioną (bardzo solidnie” psychodelią wydali płytę niezwykle melodyjną. Trio udowodniło, że wcale nie trzeba sięgać po sprawdzone, indie rockowe metody. Po wygładzone gitary i gładkie refreny. Można być rockowym dzikusem w stylu Iggy Popa, drzeć się do mikrofonu i wcale nie tracić na melodyjności.

Wreck and Refference „Indifferent Rivers Romance End”

wreck

Jeśli pojawiły się w 2016 roku rzeczy trudne do sklasyfikowania, schowania w jakiejkolwiek muzycznej szufladzie to na czele listy takich tworów z pewnością znajduje się płyta „Indifferent Rivers Romance End”. Zawieszona gdzieś pomiędzy elektroniką, noise rockiem a minimalizmem jest wielkim powiewem świeżości. Piękny album.

Eagulls „Ullages”

eagulls

Po raz kolejny Brytyjczycy i znów piekielnie zdolni. Idę o zakład, że rozwijająca się kariera Eagulls nie skończy się wraz z wydaniem „Ullages”. Tworzą świeże, piękne melodie, mają charakterystyczny wokal i nie chodzą utartymi ścieżkami. „Ullages” słucha się z wielką przyjemnością.

The Last Shadow Puppets „Everything You’ve Come To Expect”

the-last-shadow

Czego nie dotknie w ostatnim czasie pan Alex Turner zamienia w złoto. Oczywiście nie ma w płycie „Everything You’ve Come To Expect” petardy jaką było wydanie „AM”. Absolutnie nie będzie ona wstrząsem sceny muzycznej na miarę tego jaki zafundowali nam panowie z Arctic Monkeys. Ale bądźmy poważni, kto z Was panie i panowie muzycy nie chciałby nagrać takiego albumu?

Dodaj komentarz